Szukaj
  • Michał Kubicz

Willa Regina w Boscoreale

Dzisiaj chciałem Wam pokazać jedno z ciekawszych miejsc, jakie ostatnio udało mi się odwiedzić tego lata: ruiny rzymskiego gospodarstwa wiejskiego nieopodal Pompejów w miejscowości Boscoreale.


Ruiny zwane dzisiaj „Villa Regina” to jedno z tych stanowisk archeologicznych, które zasługują na uwagę, ale które turyści z jakiegoś powodu pomijają. Ruiny są świetnie zachowane i pewnie gdyby znajdowały się w dowolnym innym miejscu na świecie, przyciągałyby tłumy. Niestety położone są w bliskim sąsiedztwie Pompejów i Herkulanum, których siła turystycznej grawitacji zasysa cały turystyczny ruch. Więc gdy w Pompejach są tłumy, w Villa Regina byłem… jedynym turystą, a znudzony strażnik nawet machnął ręką na to, że nie mogłem w telefonie znaleźć biletu kupionego przez Internet…



Kiedy zwiedzamy Pompeje i Herkulanum, zapominamy, że w 79 roku n.e. wybuch Wezuwiusza zniszczył nie tylko te dwa miasta, ale spustoszył bardzo duży teren: obszar małych osiedli, które dopiero czekają na odkrycie, a także gospodarstw rolnych rozsianych po okolicy. Gospodarstwa te były gospodarczo ściśle powiązane z Pompejami. Ich właścicielami często byli mieszkańcy tego miasta. Produkty w nich wytwarzane zaspokajały nie tylko potrzeby posiadaczy i ich rodzin, ale były sprzedawane w Pompejach albo eksportowane, bo choć skala intensywności wymiany handlowej w starożytnym Rzymie wciąż jest dyskusyjna, dowody na to, że np. wina z okolic Pompejów czy produkowane tam garum trafiały na stoły mieszkańców różnych prowincji Imperium.


Wszystkie te gospodarstwa podzieliły los Pompejów: zniszczone przez trzęsienia ziemi towarzyszące erupcji, opad ciężkich popiołów, które przygniotły dachy, przez płonące „bomby wulkaniczne”, a na koniec: przez potężne spływy wrzących spływów piroklastycznych.


Trudno porównać rzymskie gospodarstwa rolne do gospodarstw współczesnych. Niektóre z nich były bardzo rozległe i łączyły funkcję gospodarczą z obszerną i wygodną willą albo wręcz pałacem. Pamiętajmy, że rezydencje rzymskich patrycjuszy często były wielofunkcyjne i chlubili się tym, że to, co trafia na ich stół, zrodziła ich własna ziemia. W „Uczcie Trymalchiona” Petroniusza tytułowy bohater chwali się, że wszystko, czego potrzebuje do życia, pochodzi z jego dóbr.

Pierwsze, na co zwraca się uwagę, to jak głębokie jest obniżenie gruntu, w którym willa się znajduje. Podczas zwiedzania rozległego stawiska archeologicznego w Pompejach nie widać grubej warstwy gruntu usuniętej przez archeologów. W Boscoreale natomiast każdy zauważy, że by dotknąć dawnego poziomu gruntu, trzeba zejść do głębokiego wykopu.


Z poziomu współczesnego parkingu cały teren gospodarstwa widać jak na dłoni. Villa Regina należała raczej do mniejszych posiadłości tego typu. W rzeczywistości jest to budynek o bardzo nieregularnym planie, złożony z około 10 pomieszczeń (nie licząc tych znajdujących się na niezachowanym piętrze) skupionych wokół dziedzińca gospodarczego, częściowo otoczonego portykiem (dodam, że miejscem tym inspirowałem się, konstruując opisy gospodarstwa Klaudiuszów pod Koryntem, opisanym w „Liwii” ). Czy była jedynie jedna z wielu posiadłości jakiegoś bogacza, który bywał w niej „od wielkiego dzwonu”, czy też jedyne źródło utrzymania skromnego rolnika, nie wiadomo.


Z góry dobrze widać także fragmenty - wyższe partie murów i oczywiście dachy - będące rekonstrukcją konieczną dla zabezpieczenia ruin przed czynnikami atmosferycznymi. Stan murów stanowi do pewnego stopnia wskazówkę pozwalającą odtworzyć przebieg katastrofy w 79 roku. Początkowo na gospodarstwo spadł deszcz popiołów, bomb wulkanicznych i pumeksu, który zniszczył stropy i przysypał wszystko do wysokości około 2 – 3 metrów. W późniejszej fazie erupcji ze zboczy wulkanu zeszły zabójcze, rozgrzane do kilkuset stopni spływy piroklastyczne, których siła była zdolna powalić mury wystające ponad warstwę popiołów. Poza murami najlepiej ilustruje to pień drzewa, którego odlew znajduje się przed wejściem do willi: jego dolna część jest wyprostowana (była zagrzebana w popiołach), ale górna wygięła się pod wpływem potwornego naporu lawiny piroklastycznej i tak została utrwalona na wieki.


Rozmiary willi i niewielka skromne dekoracje sugerują, że nie mieszkała tu rodzina bogata. W całym domu bodajże tylko dwa pomieszczenia ozdobione były freskami. Z drugiej strony na pewno nie było to miejsce życia człowieka biednego – jadalnia jest naprawdę imponujących rozmiarów. Jednym słowem, zakładając, że willa była własnością jednej rodziny, która tu mieszkała i pracowała razem ze swoimi niewolnikami, można ich uznać za rzymską klasę średnią.


Podczas zwiedzania można natknąć się na maleńką kapliczkę – lararium, oraz pomieszczenie pełniące między innymi funkcję kuchni. Na dziedzińcu znajdują się wkopane w ziemię ceramiczne głębokie dolia, w których przechowywano wino. Ich łączną objętość oszacowano na około 10 tys. litrów. To pokazuje, że uprawa winorośli miała charakter komercyjny, podobnie jak uprawa innych roślin, których resztki odkryto podczas wykopalisk, a także hodowla zwierząt.


Ciekawe są gipsowe odlewy: dolnego fragmentu drzwi wejściowych albo półek mocowanych do ścian. Odnalezione materiały budowlane i stemple podpierające nadproża drzwi wskazują, że w czasie erupcji budynek był w remoncie – prawdopodobnie w związku z uszkodzeniami powstałymi podczas trzęsień ziemi poprzedzających wybuch wulkanu,

Podczas zwiedzania w pamięć zapada gipsowy odlew małej świnki. Tu ciekawostka: świnka prawdopodobnie była jednym z ostatnich żywych mieszkańców gospodarstwa. Położenie jej szczątków sugeruje, że udało się jej przeżyć pierwszą fazę erupcji i znalazła wewnątrz domu kryjówkę, która przez jakiś czas pozostawała bezpieczna. Zabił ją dopiero spływ piroklastyczny (gwoli ścisłości – oryginalny odlew prosiaczka znajduje się pobliskim muzeum. To, co widać na terenie gospodarstwa, to kopia odlewu).

O ile mi wiadomo, na terenie gospodarstwa znaleziono szczątki tylko jednego człowieka, któremu zapewne powierzono pilnowanie dobytku. Pozostali uciekli, ale czy zrobili to wystarczająco wcześnie, by wyjść z katastrofy cało? Tego nie wiadomo. Może ich szczątki znajdują się gdzieś w okolicy, czekając wciąż na odkrycie pewnego dnia.

Starannie prowadzone prace wykopaliskowe pozwoliły dosyć precyzyjnie odtworzyć szczątki korzeni roślin porastających otoczenie willi. Posadzone współcześnie dokoła podobne drzewa i krzewy dają wyobrażenie, jak gospodarstwo wyglądało w przeszłości.

Reasumując: Villa Regina to z pewnością ciekawe miejsce, do którego warto zajrzeć podczas wizyty w Pompejach. Pozwala przyjrzeć się życiu starożytnych Rzymian nie z perspektywy mieszkańca miasta, ale podmiejskiej wsi. Moim zdaniem jest to doskonałe uzupełnienie wizyty w Pompejach. Warto też pamiętać, że tuż obok znajduje się niewielkie muzeum, w którym zgromadzono artefakty z innych pobliskich antycznych gospodarstw rolnych. Niestety podczas mojego ostatniego pobytu w lipcu muzeum to było zamknięte (na szczęście byłem w nim w już wcześniej, w roku 2018).



8 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie