top of page
Szukaj
  • Zdjęcie autoraMichał Kubicz

SIEDZIBA RZYMSKIEGO SENATU

Niedawno zwiedzałem siedzibę starożytnego rzymskiego senatu – Curia Julia. Było to dla mnie wielkie przeżycie, ponieważ budynek Kurii ostatni raz widziałem w środku ponad piętnaście lat temu. Od tego czasu wracałem do Rzymu wielokrotnie, ale pechowo składało się, że zabytek zawsze był zamknięty – albo renowacje, albo prace archeologiczne przed wejściem, albo jakaś impreza, albo ograniczenia pandemiczne. Tym razem wreszcie się udało.


Choć tradycyjnie budynek przy Forum Romanum nazywamy Curia Julia (Kurią Julijską) dla upamiętnienia faktu, że jego budowa została rozpoczęta przez Juliusza Cezara i ukończona przez jego adoptowanego syna Oktawiana zwanego Augustem, w rzeczywistości z tamtej budowli niewiele się ostało do dnia dzisiejszego. Siedziba senatu została bardzo uszkodzona podczas wielkiego pożaru Rzymu w 64 roku n.e. (za panowania Nerona), była odbudowana za panowania Domicjana w roku 94, następnie ponownie doszczętnie spłonęła w 283 roku za panowania cesarza Karynusa, a potem odbudowana pod koniec III wieku przez cesarza Dioklecjana. To, co dzisiaj widzimy, to właśnie efekt tej ostatniej odbudowy. Trzeba uczciwie powiedzieć, że choć ogólny projekt Dioklecjana w swym zarysie powielał architekturę wcześniejszej budowli, w rzeczywistości oryginalnych elementów z czasów Cezara czy Augusta w zasadzie już w nim nie ma.


Budynek w środku robi wrażenie znacznie większego niż z zewnątrz. Być może wynika to z jego proporcji, a zwłaszcza jego wysokości. Siedzibę senatu zbudowano wg proporcji rekomendowanych przez Witruwiusza. Kuria ma około 21 metrów wysokości, a więc tyle co dzisiaj mniej więcej sześcio- lub siedmiopiętrowy budynek. Ma szerokość około 18 i głębokość około 27 metrów.

W środku przetrwały niektóre oryginalne elementy dekoracji z III wieku – piękna ozdobna podłoga wykonana w technice opus sectile, marmurowe stopnie po obu stronach biegnącego środkiem przejścia, na których kiedyś stały siedzenia senatorów, niewielkie podwyższenie naprzeciw wejścia, na którym dawniej stało krzesło urzędnika przewodniczącego obradom oraz ołtarz bogini Wiktorii, ponadto niewielkie fragmenty marmurowych okładzin ścian i kolumn zdobiących boczne nisze. To, co widzimy dzisiaj na ścianach, to niestety częściowo rekonstrukcja. Na załączonych zdjęciach widać np. oryginalne małe kawałki marmurów zdobiących nisze wyraźnie odcinające się od jaśniejszych współczesnych elementów rekonstruowanych.



Możliwe, że w wyższych partiach ściany były pokryte tynkiem i freskami, co by tłumaczyło, dlaczego górne części murów nie noszą żadnych śladów kamiennych ozdobnych płyt. Niewielkie fragmenty fresków, które dzisiaj widać na ścianach (niestety nie ma ich wiele) to relikty średniowiecznych malowideł.


Przetrwanie budynku senatu to wynik jego burzliwej historii po upadku cesarstwa rzymskiego na Zachodzie. Ci, którzy pilnie śledzą moją stronę, na pewno pamiętają, że na początku VII wieku Kuria została zamieniona w kościół św. Adriana. Z czasem wnętrze budowli podzielono na nawy i pokryto nowym kostiumem architektonicznym. Na początku XX wieku Kuria wyglądała w środku jak wiele innych barokowych kościołów w Rzymie. W latach 30-tych XX wieku podjęto bardzo kontrowersyjną decyzję polegającą na dekonsekracji chrześcijańskiej świątyni i usunięciu z jej wnętrza wszystkich elementów pochodzących z okresu średniowiecza i czasów późniejszych, oraz na odsłonięciu antycznego rdzenia.

Kontrowersyjność decyzji wynika z tego, że sprowadzała się ona do zniszczenia jednego zabytku, by odkryć nagie mury zabytku starszego. Kto dał nam prawo oceny, który zabytek jest bardziej wartościowy i godzien zachowania, a który mniej? Wiem, że wielu miłośników antyku zdecydowanie woli widzieć niemal oryginalne mury starożytnego senatu niż wnętrza kolejnego barokowego kościoła, jakich w Rzymie przecież nie brak. Ja jednak chyba wolałbym kościół – namacalny dowód skomplikowanej historii Rzymu, cudownego wręcz nadawania antycznym budowlom nowych funkcji w miarę zmieniającej się rzeczywistości miasta i ewolucji potrzeb jego mieszkańców; dowód niezwykłego kontinuum, z powodu którego Rzym jest właśnie tak niepowtarzalnym miastem. Usunięcie średniowiecznych dodatków niestety tę ciągłość w sztuczny sposób przerwało (dobrze, ż chociaż uratowano fragmenty tych wczesnośredniowiecznych fresków…).

Tak czy siak dzięki tej kontrowersyjnej decyzji dzisiaj mury senatu z czasów Dioklecjana są odsłonięte. Jeśli będziecie mieli okazję wejść do środka, zwróćcie uwagę na niesamowitą akustykę wnętrza. Kiedy stałem przy drzwiach wejściowych, doskonale słyszałem każdy szczegół prowadzonej cicho rozmowy na drugim końcu sali. Mogę z satysfakcją stwierdzić, że zawarte w moich powieściowych opisach obrad senatu detale takie jak łopot skrzydeł ptaka przelatującego pod sufitem, są bardzo wiarygodne.

Nic więc dziwnego, że gdy zwiedzałem w niedzielę to miejsce, było ono właśnie przygotowywane pod jakąś konferencję, co tłumaczy obecność siedzeń, oświetlenia i innego sprzętu. Jak widać nawet po upływie kilkunastu stuleci, stare mury wciąż służą Rzymowi. Przez dwa tysiąclecia zmienia się jedynie ich funkcja.

8 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page