Szukaj
  • Michał Kubicz

Obrazy miłości w rzymskiej poezji

Niebawem Walentynki! Z tej okazji parę słów o tym, jaki obraz miłości pozostawili nam po sobie starożytni Rzymianie. Bo opiewana przez rzymskich poetów miłość bywała bardzo wzniosła i piękna, ale miała też bardzo cielesne, wręcz przyziemne oblicze. Będzie zatem i o jednym, i o drugim!



Wielki poeta Horacy pisał pięknie o wiecznej, trwałej miłości, która przetrwa wszystkie przeciwności losu:

„Trzykroć i więcej szczęśliwi Ci, których niezłomne okowy trzymają, Którzy w miłości swej tkliwi W dzień śmierci jedynie się z sobą rozstają” (tłum. Klin, 1871)


Inny poeta, Katullus mógłby śmiało konkurować z naszymi rodzimymi wieszczami epoki romantyzmu, kiedy wzdycha do swej ukochanej Klodii, którą w wierszach zwie Lesbią:

„Nie kocham a szaleję! – Powiesz: nie do wiary! - Prawda, a przecie tak jest – i cierpię bez miary” (tłum. Jan Czubek, 1898)


Wizja cierpiącego z miłości mężczyzny może wydawać się dosyć odległa od naszych wyobrażeń o oschłych i pragmatycznych Rzymianach podchodzących do miłosnego zauroczenia jako oznaki słabości męskiego ducha. Wszak wciąż w pamięci mam słowa Horacego, który napisał:

„Gdy pewien znany mąż opuszczał zamtuz, „chwała twej cnocie” brzmiała boska sentencja Katona; „bo gdy żyły rozedmie żądza nieprzystojna, to lepiej, aby tam chodzili młodzi, zamiast obrabiać cudze żony (…)” (tłum. Andrzej Lam)


Jednak najwyraźniej i wśród Rzymian można było znaleźć wrażliwych mężczyzn cierpiących z powodu ukochanej. Niewiele osób wie, że jeden z najbardziej rozpoznawalnych nowożytnych motywów miłosnych – historia Romeo i Julii – także ma korzenie w starożytności. Owidiusz przekazał nam w swoim utworze „Przemiany” („Metamorfozy”) historię, z której zdaje się Szekspir czerpał pełnymi garściami, gdy pisał swój dramat o parze kochanków z Werony. Odpowiednikiem Romeo u Owidiusza jest niejaki Piram, a Julii – dziewczyna o imieniu Tysbe (uczciwie przyznaję, że w moim przekonaniu Romeo i Julia brzmi jednak o wiele bardziej romantycznie!). Otóż wedle Owidiusza Piram i Tysbe mieszkali w Babilonie, w dwóch sąsiednich domach. Ich rodziny chyba nie przepadały za sobą, ponieważ młodzi się nie spotykali – mogli jedynie rozmawiać przez szparę w ścianie dzielącej ich domy. Aż pewnego razu obmyślili zmyślny plan, jak zwieść straże i wymknąć się na swe pierwsze spotkanie. Pierwsza na miejsce schadzki nad strumieniem dotarła Tysbe. Tam jednak zobaczyła lwa, który właśnie skończył posiłek i z zakrwawioną paszczą przyszedł się napoić w zdroju. Przerażona Tysbe uciekła do pobliskiej jaskini, lecz po drodze zgubiła część szaty. Zaspokoiwszy pragnienie, lew podszedł do porzuconego ubrania i rozerwał je na strzępy. Krótko potem na to miejsce dotarł spóźniony Piram. Zobaczył podartą szatę swej ukochanej, na której wciąż były ślady krwi z pyska lwa. Przekonany, że z powodu jego spóźnienia Tysbe została pożarta przez drapieżnika, w rozpaczy popełnił samobójstwo. Wtedy pojawia się Tysbe, która ujrzała konającego Pirama. Gdy zrozumiała, że młodzian targnął się na swe życie z powodu jej podartej i zakrwawionej szaty, którą nieopatrznie zgubiła, sama przebiła się jego mieczem. „Ich los ojców i bogów wzruszył do litości, Złożono w jedną urnę zmieszane ich kości” (tłum.Bruno Kiciński) Brzmi znajomo, prawda?


Ale jak wspomniałem, rzymska miłość miewała także bardzo frywolne oblicze, i teraz właśnie do niego przejdziemy. Cytowany Owidiusz w swej „Sztuce kochania” (fragmenty poniżej w tłum. Ewy Skwary) pokazuje miłość jako swoistą grę, w której najpierw trzeba wypatrzyć ofiarę, później ją osaczyć, zniewolić i na koniec wreszcie zdobyć. I wszystko to uczynić tak, by ona sama myślała, że jest myśliwym! Opisuje więc „katalog miejsc zasobnych w kobiety” – portyki Pompejusza, Oktawii i Liwii a także stanowiący część pałacu cesarskiego portyk Danaid. „Polującym” mężczyznom każe się poświęcać: obchodzić z Żydami ich święta, a równocześnie towarzyszyć wyznawcom Wenus w ich ceremoniach. Radzi, jakich pretekstów używać, by zbliżyć się do wybranki (tłok w hipodromie lub w teatrze bywa świetnym pretekstem…). Alkoholu jako narzędzia uwodzenia


Owidiusz radzi używać ostrożnie, ale nie dlatego że nie wypada wykorzystywać zamroczenia wybranki, o nie! „Wino na żar uczucia duszę sposobi” pisze Owidiusz, ale równocześnie przestrzega, że „urody nie oceniaj nocą i po winie”! Z wiadomych względów…. Przede wszystkim jednak Owidiusz pokazuje, że pod powierzchowną skromnością kobiety skrywają żądze nie mniejsze niż męskie: „Każda z płci równo lubi Wenus ukradkową, / lecz on nie umie ukryć, u niej – w sercu na dnie.” Natura sprawia bowiem, że „krówka pierwsza rykiem byka woła”, a „klacz rży do ogiera przy żłobie w stajence”.


Owidiusz puszcza oko do swego czytelnika, zachęcając go do szukania emocjonujących przygód, bo przecież:

„cudze bardziej pociąga niż to, co już mamy -

na cudzej ziemi zawsze wyżej rośnie zboże

i u sąsiada zawsze tłustsze są barany”


Owidiusz radzi nie tylko mężczyznom, ale i kobietom. W swych wskazówkach posuwa się bardzo daleko – nawet sugeruje, która pozycja miłosna w oczach kochanka lepiej zamaskuje defekty urody.


Owidiusz był jednak poetą bardzo eleganckim, a jego „Sztuka kochania”, choć niekiedy dosadna, jest równocześnie pełna wdzięcznego uroku. Niekiedy jednak rzymscy poeci – nawet ci z „najwyższej półki” - pisali wersy, które do dzisiaj nas zaskakują swą bezpośredniością. Wspomniany wcześniej Horacy z rozbrajającą szczerością wyjawia nam, że nie warto nadmiernie się wysilać, by zaspokoić miłosną żądzę. Lepiej zadowolić się nadarzającą okazją i nie wybrzydzać nadmiernie:

„Gdy ci pragnienie pali gardło, złotych szukasz kubków? (…) ”(…) gdy jądra nabrzmieją, a pod ręką służąca lub chłopiec i możesz ku nim swą chuć skierować, wolisz pęknąć z żądzy? Ja tam wybieram miłość przystępną i łatwą.”

(tłum. Andrzej Lam)

Horacy mówi więc wprost, że najlepsza miłość to ta, „co niezbyt droga i chętnie przychodzi”. Jakaż to różnica względem Owidiusza! Ten ostatni szuka w romansowaniu adrenaliny, podczas gdy Horacy bez ogródek mówi, że woli święty spokój, bo najzwyczajniej w świecie chce sobie oszczędzić stresu:

„Nie lękam się spółkując, że mąż wróci z pola, że trzasną drzwi, pies szczeknie (…) w tunice rozpuszczonej zmykać muszę boso, by grosz nie odniósł szkody, tyłek, sława wreszcie. Źle być przyłapanym (…)”. (tłum: Andrzej Lam).


Aby nie było, że tylko rzymscy mężczyźni tak przyziemnie podchodzili do miłości, przytoczę jeszcze Marcjalisa, który w jednym ze swych epigramów wypomina: „Przy drzwiach, Lesbio, umyślnie otwartych na oścież Jawnie i bez żenady swoich gachów gościsz. W tym widzisz cały urok miłosnych igraszek, I czyjś wzrok podnieca cię bardziej niż twój gaszek” (tłum. Stanisław Kołodziejczyk)

Oto mamy najstarszy udokumentowany przykład voyeryzmu, i to w wydaniu kobiecym!

A więc z okazji nadchodzących walentynek, każdemu pozostawiam wybór: czy w dzień ten czerpać inspirację raczej z Horacego czy z Owidiusza. Z Katullusa czy Marcjalisa.

0 wyświetlenia
 

©2019 www.mkubicz.eu Michał Kubicz - strona autorska. Wszystkie zdjęcia chronione prawem autorskim. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.