Szukaj
  • Michał Kubicz

Nowe Antiquarium w Pompejach

(UWAGA – niektóre zdjęcia nie dla osób wrażliwych!)

Dla miłośników starożytnego Rzymu park archeologiczny w Pompejach jest niczym Mekka dla muzułmanów – trzeba to miejsce odwiedzić przynajmniej raz w życiu.

Nie ma co ukrywać – zwiedzanie Pompejów potrafi być wyczerpujące. To nie jest lekki spacerek. Poruszanie się po ruinach miasta o nierównych ulicach, pokonywanie sporych różnic wysokości czy wspinanie się na wysokie krawężniki potrafi nieźle dać w kość (zwłaszcza w środku lata). I choć w obrębie parku archeologicznego znajduje się bardzo interesujące muzeum („Antiquarium”), powiedzmy sobie uczciwie – każdy odwiedzający Pompeje chce w pierwszej kolejności obejrzeć sławne ruiny, a nie szklane gabloty z eksponatami. Więc jeżeli ktoś nawet ma zwiedzenie muzeum w planach, zostawia je na sam koniec. Najczęściej jednak po wielogodzinnym maratonie wielu turystom sił nie starcza i zmęczeni odpuszczają zajrzenie do Antiquarium.



Błąd, bo można tam znaleźć wiele ciekawych przedmiotów! Co więcej, nawet osoby, które odwiedzają Pompeje już nie pierwszy raz, powinny obejrzeć muzeum, ponieważ jego ekspozycja została niedawno całkowicie przearanżowana i mocno powiększona. Zbiory pompejańskiego Antiquarium stanowią uzupełnienie tych, które znajdziecie w muzeum w Neapolu. Są więc tam wystawione:

- przykładowe freski (w tym słynny fresk z Wenus na rydwanie ciągniętym przez cztery słonie!), - rzeźby: niektóre przedstawiają pompejańskie osobistości, inne członków rodziny cesarskiej jest między innymi posąg Liwii Druzylli i popiersie tradycyjnie uznawane za wizerunek Poppei Sabiny (żony Nerona), - przedmioty codziennego użytku (np. rzeźba przedstawiająca efeba będąca w rzeczywistości wymyślnym kandelabrem), kotwica przypominająca, że w Pompejach były kiedyś dwa porty: morski i rzeczny...


Jednak nie ma co ukrywać: największe wrażenie na zwiedzających wywierają odlewy ofiar Wezuwiusza przypominające, że katastrofa z 79 roku n.e. odebrała życie mieszkańcom bez względu na ich płeć, status materialny czy wiek. Znajdziemy tam odlewy ciał mężczyzn, kobiet i dzieci. Panów i niewolników. Jedni zastygli w przedśmiertnych drgawkach, inni wyglądają, jakby zasnęli – pozostaje mieć nadzieję, że zdążyli stracić przytomność zanim dopadł ich spływ piroklastyczny (tzw. „chmura gorejąca”, pędząca lawina będąca mieszaniną rozżarzonych gazów i popiołów).




Słowo „odlewy”, którego tradycyjnie używa się na określenie tych artefaktów, nie jest najwłaściwsze. Metoda ich powstawania polegająca na wypełnieniu gipsem pustki, która powstała w warstwach popiołów po rozkładzie ciał ofiar, to z technicznego punktu widzenia rzeczywiście odlew, ale wystające niekiedy spod gipsu kości lub zęby przypominają, że mamy do czynienia nie ze współczesnymi „przedmiotami”, ale z makabrycznym połączeniem autentycznych fragmentów ciał i gipsowego „cienia” całej ludzkiej postaci.

Od lipca zastanawiałem się, czy publikować te zdjęcia i czy szacunek dla ofiar nie przemawia jednak za ich pominięciem w fotorelacji. Jednak były one już tyle razy publikowane w książkach, w czasopismach, w Internecie i w filmach, że uznałem, że w tym kontekście moje wątpliwości i tak już nie mają żadnego znaczenia. Zachęcam jednak do spojrzenia na te zdjęcia nie jak na kolejną internetową ciekawostkę i bez szukania sensacji, a jedynie jak na dowód cierpienia ludzi w ostatnich chwilach życia. Warto pamiętać, że sam fakt zachowania zwłok ofiar Wezuwiusza w sposób, który pozwala na stworzenie odlewów, daje wyobrażenie o ich ostatnich chwilach. Nie wszyscy mieszkańcy, którzy zginęli w Pompejach w 79 roku n.e., zachowali się w ten sposób: po tych, którzy zginęli w płonących domach, przygnieceni „bombami wulkanicznymi” lub walącymi się dachami, pozostały tylko szkielety. Odlewy pozostają natomiast tylko po tych, którzy przetrwali pierwszą fazę erupcji i korzystając z chwilowego (i zwodniczego) spokoju, próbowali wydostać się z miasta, przedzierając się przez grube warstwy popiołów i kamyczków lapilli. To właśnie ich w czasie tej ucieczki zaskoczyła śmiercionośna lawina gorących, trujących gazów i pyłów, które oblepiły ich ciała tak szczelnie, że dzisiaj można tworzyć z nich odlewy. Ci ludzie do swych ostatnich chwil wierzyli w to, że zdołają umknąć z miasta.

Co ja czułem, spoglądając na te straszne eksponaty? Ich widok uzmysławia przede wszystkim, jak kruche jest ludzkie życie i jak szybko może się zawalić otaczający nas świat. Przecież ci, których zwłoki oglądamy muzealnych w gablotach, jeszcze kilka godzin przed śmiercią prowadzili normalne życie: pracowali, spożywali posiłek, śmiali się czy uprawiali seks. I pewnie do głowy im nie przyszło, że wkrótce wszystko, co ich otacza, zostanie obrócone w popiół, a oni sami będą musieli toczyć walkę o życie. Walkę z góry skazaną na porażkę.

10 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie