Szukaj
  • Michał Kubicz

Dzieje Rzymu wg Liwiusza

Czytam właśnie „Dzieje Rzymu od założenia Miasta” autorstwa starożytnego historyka Tytusa Liwiusza i choć dopiero powoli chłonę pierwsze księgi jego dzieła, już dzisiaj chciałbym podzielić się z Wami pewnymi refleksjami.

Liwiusz był historykiem żyjącym w czasie, gdy republika przeobrażała się w cesarstwo. Jego „Dzieje Rzymu” to lektura fascynująca. Jestem przede wszystkim pełen podziwu dla ogromu włożonej przezeń pracy w napisanie tak obszernego opracowania historii państwa. Polski przekład liczy przeszło 1700 stron, a przecież wedle ostrożnych szacunków jest to ledwie około 1/3 oryginalnej objętości! „Dzieje Rzymu” to zarazem dzieło życia Liwiusza, coś co nadało jego istnieniu sens. Pisał je ponoć czterdzieści lat. W tym gigantycznym dziele ujął historię Rzymu od chwili jego założenia aż do początków cesarstwa, czyli prawie osiem wieków.

O najdawniejszej historii państwa rzymskiego (przed III wiekiem p.n.e.) w sumie wiadomo bardzo niewiele. Również to, co nam przekazał Liwiusz, jest bardziej przedmiotem mitów i legend, i w żadnym razie nie można traktować tego jako źródła pewnych i sprawdzonych informacji historycznych. Czytając tę książkę, można jednak zrozumieć, co na temat początków swego państwa sądzili sami Rzymianie. To, co jest zawarte w pierwszych księgach „Dziejów”, zapewne niewiele ma wspólnego z prawdziwymi wydarzeniami. Nawet sam Liwiusz z ostrożnie zastrzega, że sporo kwestii jest niejasnych, wiele jest rozmaicie interpretowanych przez starszych wobec niego historyków. Niekiedy też z zaskakującą trzeźwością poddaje racjonalnej weryfikacji niektóre podania na temat założenia Rzymu. Np. w kwestii wilczycy, która miała rzekomo wykarmić Romulusa i Remusa chłodno zauważa, że wilczyca ("lupa") to równocześnie tania prostytutka, więc kto tam może wiedzieć, jak boskie bliźnięta miały być wykarmione i przez kogo… Sceptycyzm przebija także w passusie odnoszącym się do zapłodnienia westalki Rei Sylwii przez boga Marsa lub do wniebowstąpienia Romulusa po śmierci. Liwiusz zdaje się podchodzić do teorii tego "niepokalanego poczęcia" ze swoistą rezerwą, tak charakterystyczną dla starożytnych Rzymian.

Czytając pierwsze księgi „Dziejów Rzymu”, trzeba nieustannie walczyć z własnym wyobrażeniem Imperium Rzymskiego obejmującego cały basem Morza Śródziemnego. Opisy poszczególnych wojen toczonych przez najdawniejszych Rzymian, a zwłaszcza wskazówki, z kim Rzymianie wojowali, cały czas przypominają, że mówimy o Rzymie będącym małą mieściną. Choć w zasadzie każdy czytelnik znający w przybliżeniu historię Wiecznego Miasta ma świadomość, że imperium powstało z małej wiejskiej struktury, po Liwiuszu spodziewałem się raczej, że do tego pierwotnego Rzymu będzie on próbował przykładać miarę jemu znaną. Innymi słowy, że w jego opisach znajdę odbicie Rzymu z okresu cesarskiej wielkości. Tymczasem Liwiusz co i rusz daje nam do zrozumienia, że ten pierwotny Rzym był niewielką społecznością o charakterze półrolniczym.

Zwróciłem na przykład uwagę, że przy opisach nieustających wojen wciąż pojawia się wątek grabieży – jednak nie grabieży złota, srebra, a… stad wołów. Znamienne, prawda? W innym miejscu wspomina nagrodę, jaką senat postanowił przyznać jednemu z bohaterów wojennych: ziemię orną – tyle, ile obdarowany będzie w stanie samodzielnie zaorać jednego dnia. Jest coś uroczego w rozdziale 26 księgi Trzeciej, gdzie Liwiusz pisze: „Otóż jedyna nadzieja panowania narodu rzymskiego, Lucjusz Kwinkcjusz , uprawiał poza Tybrem (…) cztery morgi ziemi (MK: ok 1 ha) (…). Tam go zastali posłowie, jak wsparty na łopacie kopał rów czy też orał. W każdym razie pewną jest rzeczą, że wykonywał jakąś pracę wieśniaczą. Po wzajemnej wymianie pozdrowień prosili go, żeby ku szczęściu własnemu i rzeczypospolitej włożył togę i wysłuchał poleceń senatu. (…). Zdziwiony zapytał, co nowego, i żonie Racylii kazał prędko z chaty przynieść togę. Otarłszy się z kurzu i potu wyszedł ubrany w togę, a wtedy posłowie składając mu życzenia pozdrowili go mianem dyktatora (…)”.

O skali wojen prowadzonych przez Rzym w tym wczesnym okresie opisywanym przez Liwiusza świadczy fakt, że były one prowadzone w promieniu 20-30 km od Forum… W jednej z bitew zginęło 306 Rzymian, a Liwiusz nadmienia, że senat uznał to za straszliwą klęskę i podjął specjalne działania mające na celu ratowanie państwa.

Jak wspomniałem, dzisiaj nie sposób powiedzieć nic pewnego o tym, które z opisywanych przez Liwiusza zdarzeń rzeczywiście miały miejsce. Większość to zapewne literackie uzupełnienie fragmentarycznych opracowań historycznych nie sięgających jednak dalej niż do początków III wieku p.n.e., kapłańskich fasti, oraz różnorakich legend i opowieści przekazywanych w poszczególnych rodach z pokolenia na pokolenie. Ale być może w tych przekazach tkwi ziarenko prawdy. Nie byłoby bowiem nic dziwnego gdyby w najstarszych patrycjuszowskich gens pielęgnowano jakieś opowieści o dokonaniach przodków w odległej przeszłości (co też tłumaczyłoby barwną szczegółowość niektórych opisów podkreślających bohaterstwo jednych i nikczemność drugich oraz czarno-białe oceny rzeczywistości – niemal jak z baśni dla dzieci).

Dla mnie niezwykłym doświadczeniem jest czytanie opowieści o okolicznościach wygnania ostatniego króla Rzymu, o tym, jak Tarkwiniusz Pyszny walczył o powrót na tron, jak próbował odzyskać swój królewski majątek itd. Opowieści o Koriolanie, który umarł w niesławie, o Werginii zabitej przez własnego ojca, który tylko w ten sposób mógł ratować jej cnotę, o wyniosłych Klaudiuszach pogardzających plebsem, o okolicznościach uchwalenia prawa XII Tablic… Nawet jeżeli szczegóły w większości są zniekształcone lub wręcz zmyślone, opisy dają wgląd w tematy, które w tamtych przedhistorycznych czasach były ważne i które przetrwały w zbiorowej pamięci: konflikty między plebejuszami i patrycjuszami, kwestie dostępu do ziemi, nadużywanie władzy itd.

I na koniec: ciekawa jest możliwość konfrontacji opowieści Liwiusza z materiałem archeologicznym pochodzącym z najdawniejszego Rzymu. Pewne artefakty znaleźć można w Muzeum na Palatynie i Muzeach Kapitolińskich w skrzydle, do którego niewielu turystów zagląda – w gablotach zachowane są przedmioty i architektoniczne elementy dekoracyjne, jakże odmienne od naszego wyobrażenia o cesarskim Rzymie: terakotowe rzeźby nawiązujące do stylistyki etruskiej, gliniane elementy wykończeniowe świątyń, bazy kolumn. To ledwie okruchy, ale dają one wyobrażenie o tym, w jakiej rzeczywistości żyli ludzie opisywani przez Liwiusza w jego pierwszych księgach „Dziejów Rzymu”. To nie był „Rzym marmurowy”, tylko z gliny i terakoty, Rzym malowanych na kolorowo świątyń. Rzym pstrokaty.

Na zdjęciach: różne elementy dekoracyjnie architektoniczne pochodzące z etruskich i rzymskich świątyń z rejonu obszaru archeologicznego Sant’Omobono, Kapitolu i Palatynu Rzymie, z okresu VII – V wiek p.n.e. Zdjęcia: zbiory własne.





1 wyświetlenia
 

Formularz subskrypcji

  • Instagram
  • Facebook

©2019 www.mkubicz.eu Michał Kubicz - strona autorska. Wszystkie zdjęcia chronione prawem autorskim. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.