top of page
Szukaj
  • Zdjęcie autoraMichał Kubicz

RZYMSKIE WESELE – PEŁNE MAGII I ODWRACANIA UROKÓW

Poprzednio pisałem, że rzymskie małżeństwo mogło powstać praktycznie bez żadnych formalności, przez sam fakt zgodnego wspólnego życia z zamiarem bycia mężem i żoną – bez uroczystości, bez świadków, bez urzędniczych ani religijnych formuł.



Ale równocześnie oczywiste jest, że czegoś tak ważnego jak zawarcie małżeństwa – wydarzenia kreującego nowe więzy osobiste, prawne, gospodarcze i polityczne nie tylko między nowożeńcami, ale przede wszystkim między ich rodzinami, rzymskie społeczeństwo nie mogło pozostawić bez uroczystej oprawy. Zapewne im lepiej sytuowane były obie rodziny, tym oprawa ta była bardziej spektakularna.


Dlatego choć nie było to wymagane przez prawo, zwyczaj ukształtował przebieg uroczystości weselnej. Jej szczegółowy opis znajdziecie w książce „Ludzie, zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu” autorstwa Lidii Winniczuk oraz u Pierre’a Grimal („Milość w Rzymie”). Ja tutaj przytoczę jedynie najciekawsze elementy.


Uwagę zwraca przede wszystkim to, że poszczególne elementy ceremonii nakierowane były przede wszystkim na odwrócenie złych uroków i zapewnienie przychylności bóstw. Z drugiej strony akcentowano element rozpoczęcia przez pannę młodą zupełnie nowego życia i przejście z roli córki do roli żony i matki. Było to uwidocznione w samej łacińskiej nazwie małżeństwa – „matrimonium”, które zawiera w sobie słowo „mater” – matka. Niezliczone magiczne komponenty ceremonii weselnych były tak stare, że nawet dla samych Rzymian w późniejszych wiekach zdawały się niejasne. Mimo to były kontynuowane, bo w tak ważnej kwestii jak małżeństwo nie warto było eksperymentować ani wprowadzać żadnych nowinek albo odstępstw od uświęconej tradycji.


Uroczystości rozpoczynały się w domu panny młodej. Tam najpierw palono zabawki i szaty dziecinne dziewczyny. Było to symboliczne zakończenie dotychczasowego życia w domu rodzinnym. Z oczywistych względów podobny element nie występował u pana młodego. Miał on przecież stać się nowym opiekunem kobiety (przynajmniej w przypadku małżeństwa „cum manu”), a więc z założenia musiał być w tym czasie już na tyle dojrzały, by tę funkcję rodzinną i społeczną pełnić bez przeszkód. Zakładano najwyraźniej, że etap korzystania z zabawek chłopięcych miał już dawno za sobą


O stroju panny młodej (szafranowy welon, pas z węzłem Herkulesa, uczesanie ze specjalnym splotem) pisano już tyle i tyle razy pokazano w różnych scenach kinowych i telewizyjnych, że nie będę się tutaj powtarzał.


Ogromną wagę przywiązywano do zapewniających szczęście praktyk i symboli, które były widoczne w każdym elemencie uroczystości. Kilka przykładów:


Uroczystością kierowała pronuba – rodzaj starościny weselnej. Pronubą mogła być tylko szanowana kobieta – taka, która przez całe dotychczasowe życie miała tylko jednego męża (tzw. univira). To zapewne miało zapewnić trwałość nowego małżeństwa i symbolizować małżeńską wierność kobiety.


Jednym z oczywistych sposobów by zapewnić szczęście pary młodej były auspicja, w trakcie których badano, czy nowy związek cieszy sią przychylnością nieśmiertelnych. O ile nie wróżono z lotu ptaków lub dziobania ziarna przez kury, auspicja wiązały się z rytualnym zarżnięciem zwierzęcia ofiarnego i zbadaniem jego wnętrzności. Cóż – z naszej perspektywy nieco makabryczny zwyczaj.


Zaraz potem wciąż w domu rodzinnym panny młodej składano ofiary Cererze, Junonie i Tellus – boginiom opiekującym się legalnymi związkami, ziemią, urodzajem, rodziną i odpowiadającym za płodność (dla odmiany jednak Pierre Grimal pisze o pięciu bóstwach, w tym Jowiszu, Fides, Wenus i Dianie). Ceremonię ofiarne prowadziła sama panna młoda co zapewne miało podkreślić jej nową rolę w prowadzeniu domu męża.


Bankiet weselny także odbywał się w domu rodziców panny młodej. Po nim następował moment kulminacyjny: przejście do domu pana młodego. Zwróćcie uwagę, że znów tylko w przypadku kobiety akcentowano ten element przejścia. Z perspektywy mężczyzny przecież nic się nie zmieniało. On nie zmieniał domu. On tylko przyjmował żonę do swojego gospodarstwa domowego.


Uroczy element przejścia do domu pana młodego to teatralne wyrywanie się, krzyki i symulowane płacze – nawiązanie do tradycji przodków, zgodnie z którymi pierwsze rzymskie małżeństwa nawiązane były w wyniku tzw. porwania Sabinek. Zgodnie z legendą, choć zapoczątkowane gwałtem, małżeństwa te skutkowały zgodnym, harmonijnym pożyciem i dały Rzymowi kolejne pokolenia obywateli, którzy stworzyli imperium. Przypomnienie tej tradycji miało stanowić dobry znak dla obu rodzin zaangażowanych w stworzenie nowego związki.


Kolejny symbol: w pochodzie do domu pana młodego orszak rodzinny prowadzili „chłopcy nieosieroceni”, a więc tacy, którzy cieszyli się wciąż żyjącym obojgiem rodziców. Mogę jedynie przypuszczać, że miało to zapewnić długie życie nowożeńców, którzy zdążą za swego życia odchować potomstwo. Chłopcy ci nieśli wrzeciono i kądziel – symbole tego, czym zgodnie z tradycją powinna zajmować sią szanowana pani domu. Na mocy legendarnego układu z ojcami porwanych Sabinek, rzymskie matrony nie powinny zajmować się żadną inną pracą poza przędzeniem wełny i tkaniem na krośnie. Kądziel i wrzeciono to zarazem symbole rzymskiej cnotliwej matrony. Niesione w pochodzie przedmioty miały więc stanowić obietnicę, że panna młoda będzie dobrą panią domu.


W trakcie pochodu śpiewano radosne, lecz sprośne piosenki. Być może ich celem było rozładowanie napiętej atmosfery związanej z nadchodzącą nocą poślubną i psychiczne przygotowanie dziewczyny do kontaktu fizycznego z mężczyzną. Z założenia panna młoda była dziewicą , nie miała żadnych wcześniejszych doświadczeń seksualny, a zapewne bywało i tak, że swym mężem mogła porozmawiać bez pośredników dopiero na weselu… Miała prawo więc być mocno zestresowana tym, co miało nadejść.


Rzymianie przywiązywali wagę nawet do światła pochodni w trakcie pochodu – jasne zapowiadało szczęśliwe pożycie. Słaby, dymiący ogień był złą wróżbą.


Obrzucanie orszaku panny młodej orzechami przypomina nasze obsypywanie nowożeńców ryżem i groszami – zapowiedź dostatku, którym mają się cieszyć nowożeńcy.

Ekwiwalent naszej przysięgi weselnej – słowa „gdzie ty, Gajusz, tam i ja Gaja” nie były wypowiadane przed żadnym urzędnikiem ani przed kapłanami, ani nawet nie przed ołtarzem, ale na progu domu pana młodego. Tam bowiem mężczyzna witał swoją żonę i przyjmował ją jako prowadzącą jego gospodarstwo domowe (na marginesie oznacza to chyba, że pan młody musiał się jakoś wcześniej „urywać” z bankietu weselnego w domu teściów, bo inaczej w jaki sposób znajdowałby się w swoim domu przed panną młodą?).

Kolejny symbol – smarowanie drzwi tłuszczem wieprzowym lub wilczym. Pierwszy jego rodzaj poświęcony był Cererze, drugi Marsowi. W ten sposób bóstwa miały roztoczyć dom swą opieką.


Znany u nas symbol – przeniesienie panny młodej przez próg także ma rzymskie korzenie, choć nie ma zgody co do tego, jakie znaczenie należy temu zwyczajowi przypisywać. Lidia Winniczuk pisze, że miało to zabezpieczać przed złym znakiem – potknięciem się przez pannę młodą na progu jej nowego domu.


W atrium domu na nowożeńców czekało łoże małżeńskie. Czy to oznacza, że noc poślubną młodzi spędzali w tym niezapewniającym żadnej intymności, półotwartym pomieszczeniu, do którego dostęp mieli wszyscy domownicy i służba? Cóż, dla Rzymian służba domowa była stałym elementem codziennej rzeczywistości, a z niezliczonych fresków wynika, że obecność niewolników podczas współżycia ich właścicieli nie była czymś niecodziennym. Może więc i podczas nocy poślubnej byli obecni, czuwając, by nic nie przeszkodziło w pierwszym spełnieniu małżeńskiego obowiązku.


Pierre Grimal w swojej książce „Miłość w starożytnym Rzymie” opisuje, że przed rozpoczęciem współżycia panna młoda musiała usiąść na specjalnym stołeczku z fallicznym symbolem pradawnego boga Mutunus Tutunus, co miało oznaczać poświęcenie bogu jej dziewictwa (choć ostrożnie zaznacza, że poświadczenie istnienia tego bóstwa w literaturze jest bardzo skromne). Niektórzy wyobrażają sobie od razu stołek z wystającym członkiem, na którym zasiadająca kobieta automatycznie traciła błonę dziewiczą. Jeżeli w opowieści o bogu Mutunus Tutunus tkwi chociaż ziarno prawdy, zakładam, że na stołku znajdował się jedynie wizerunek fallusa, a nie wielki wystający członek brutalnie wbijający się w siedzącą na nim kobietę. Pozostawiam to Waszej wyobraźni.


Czasami w różnych internetowych źródłach możecie znaleźć informację, że choć rzymska panna młoda powinna być dziewicą (oczywiście o ile wychodziła za mąż po raz pierwszy!), rzymscy mężczyźni unikali defloracji żony i powierzali jej wykonanie… niewolnikom lub przyjaciołom, albo że aby uniknąć defloracji, w trakcie nocy poślubnej rzymscy mężowie sodomizowali kobietę. W książkach, którymi dysponuję w domowej biblioteczce, nic podobnego nie znalazłem. Ja podchodzę to takich opowieści z rezerwą. Musicie to ocenić sami.

14 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page