Szukaj
  • Michał Kubicz

Piramidalna złośliwość spadkodawcy

Piramidalna złośliwość spadkodawcy czyli o antycznym „wyścigu z czasem”

Obiecywałem ją już od paru miesięcy! Oto i ona! Jest! Piramida Cestiusza! A właściwie powinienem powiedzieć: „sepulcrum C. Cestii”, bo tak brzmi oryginalna nazwa tej budowli.

Antyczny grobowiec z końca I wieku p.n.e. to jedna z architektonicznych ikon Rzymu. To także jedno z najlepiej zachowanych rzymskich mauzoleów. Gdy dzisiaj przed nim stoimy, widok dokoła jest zgoła odmienny od tego, co widzieli starożytni Rzymianie. Obecnie grobowiec jest wkomponowany w ciąg murów obronnych pochodzących z czasów cesarza Aureliana (III wiek. n.e.), a tuż obok znajduje się potężna brama nosząca dzisiaj nazwę „Porta San Paolo”, a pierwotnie „Porta Ostiensis”, jako że przechodziła przez nią Via Ostiensis prowadząca do Ostii. Współcześnie jest to skrzyżowanie ruchliwych arterii samochodowych, a dodatkowo nieopodal stoi dworzec kolejowy i przebiega linia metra i linie tramwajowe. Cóż, jeżeli właściciel grobowca chciał być pochowany w miejscu spokojnym, nie da się ukryć, że przez dwa tysiące lat bardzo się ono zmieniło…

Pod koniec I wieku p.n.e. okolica wyglądała zupełnie inaczej. Było to dalekie przedmieście Rzymu. Wzdłuż Via Ostiensis, podobnie jak wzdłuż innych rzymskich dróg, ciągnęły się niezliczone grobowce różnych rozmiarów i kształtów. W pobliżu pełno było podmiejskich rezydencji i gospodarstwo należących do rzymskich nobilów. Piramida zbudowana między 18 i 12 rokiem p.n.e. zapewne była jednym z najbardziej spektakularnych mauzoleów, jakie powstały w Rzymie w tamtym okresie. Każdy, kto przybywał do Rzymu od strony Ostii – rzymskiego „okna na świat” – musiał minąć ten wielki grobowiec.

Piramida w przeszłości prezentowała się jeszcze bardziej okazale niż obecnie. Nie było hałaśliwego placu ani dworca, ani linii tramwajowych. Ani murów obronnych, ani bramy. Wtedy była to budowla wolnostojąca, wybudowana na środku kwadratowego placu. Zapewne dokoła niej posadzono cyprysy symbolizujące w starożytnym Rzymie żałobę. W III wieku n.e. w trakcie budowy muru Aureliana bramę wjazdową do Rzymu umiejscowiono po północno-wschodniej stronie piramidy, co sprawia, że dzisiaj przechodnie widzą ją „en face” – ściany budowli są ustawione równolegle do współczesnych szlaków komunikacyjnych. Ale przed budową murów Via Ostiensis miała nieco inny przebieg – nie istniało „odgięcie” traktu, śladem którego dzisiaj poprowadzono Via Marmorata (patrz załączone zdjęcie satelitarne). Gdy budowano mauzoleum, Via Ostiensis biegła po jej zachodniej stronie, a sama piramida wraz z otaczającym ją placem była ustawiona pod kątem 45 stopni (krawędzią w stronę drogi). Fragment dawnej drogi do dzisiaj jest widoczny obok piramidy. Takie ustawienie, izolacja od otoczenia na środku placu oraz fakt, że kiedyś poziom gruntu był znacznie niższy – to wszystko razem sprawiało, że przechodniowi mijającemu go w drodze do Miasta grobowiec wydawał się jeszcze większy, niż był w rzeczywistości. Obrócenie budowli o 45 stopni względem drogi zapewne miało jeszcze jeden cel: każdy powracający do Rzymu popołudniową porą musiał z daleka widzieć, jak zachodzące słońce odbija się od jej wypolerowanych powierzchni.


Teren całego grobowca zajmował kwadratowy plac o boku długości około 60 metrów (do dziś widać fragment muru otaczającego budowlę). Wymiary samego grobowca to niecałe 30 metrów boku i około 36 metrów wysokości. Była to więc piramida o kształcie znacznie bardziej wysmukłym od przysadzistych klasycznych piramid egipskich. Wiadomo, że obok czterech narożników piramidy stały kolumny. Dwie z nich odnaleziono i ustawiono na pierwotnych pozycjach. Były tam również dwa posągi z brązu. Brąz niestety był zbyt cenny, by rzeźby przetrwały 2000 lat. Ostały się z nich jedynie podstawy z fragmentem brązowej stopy jednej statuy. Podobno znajdują się obecnie w Muzeach Kapitolińskich, ale mnie nie udało się ich odszukać. Przed piramidą znajdowała się konstrukcja o niejasnym przeznaczeniu. Podkowiasty kształt fundamentów prowadzi badaczy do wniosku, że może były to murowane łoża biesiadne służące do uroczystych bankietów na cześć zmarłego.

Wnętrze piramidy jest dosyć skromne. Do środka prowadzi wąski i ciasny korytarz kończący się sklepioną komorą grobową o wymiarach około sześć metrów na cztery. Komora była malowana białą farbą, która obecnie nabrała odcienia kremowego. Na tym jasnym tle znajdują się bardzo delikatne malunki przedstawiające uskrzydlone boginie Wiktorie, kandelabry, wazy i pojedyncze postacie. Niewykluczone, że freski w komorze grobowej są nieco młodsze niż sam grobowiec – to by oznaczało, że jego wnętrze poddano renowacji sto lub dwieście lat po śmierci Cestiusza.

Niestety o człowieku, dla którego wybudowano grobowiec, wiadomo żałośnie mało. Gajusz Cestiusz był zapewne ekwitą żyjącym w czasach Augusta. Piastował godność trybuna ludowego, pretora i epulona, czyli pełnił funkcje w siedmioosobowym kolegium zajmującym się organizacją ceremonialnych uczt na cześć bogów. Te funkcje pozwalają założyć, że musiał to być człowiek bliski „reżimowi Augusta”, bo w tych czasach nikt, kto nie cieszył się poparciem i zaufaniem cesarza, nie miał już szans zajmowania wysokich urzędów. Niewykluczone, że wybór kształtu grobowca ewidentnie kojarzącego się z Egiptem także miał być swoistym ukłonem w stronę pierwszego cesarza – pogromcy Antoniusza i Kleopatry.

Z budową piramidy wiąże się jeszcze jedna ciekawostka. Na jej ścianie wyryto informację, że zgodnie z testamentem Cestiusza spadkobiercy ukończyli budowlę w rekordowym czasie 330 dni. Skąd ten pośpiech? Wyjaśnienie tego wymaga krótkiej dygresji. Zacznijmy od tego, że Cestiusz musiał być bardzo bogatym człowiekiem, skoro jego i jego rodzinę stać było na budowę tak ogromnego grobowca. Wśród spadkobierców zmarłego inskrypcja nagrobna wymienia nie tylko najbliższych (np. brata), ale też ludzi „ze świecznika” ówczesnego Rzymu: m.in. Waleriusza Messalę czy wspomnianego Marka Agryppę. Choć wszyscy spadkobiercy sami byli wręcz obrzydliwie bogaci, spadek po Cestiuszu musiał być tak wielki, że nawet dla nich stanowił łakomy kąsek. Wróćmy teraz to tempa budowy grobowca: otóż zapewne jego ukończenie w czasie krótszym niż 330 dni było figurującym w testamencie warunkiem otrzymania spadku przez spadkobierców i właśnie z tego powodu budowa musiała przebiegać bardzo szybko. Dzisiaj nie wiemy, czym spowodowany był tak dziwaczny obowiązek nałożony na spadkobierców. Ale przypomina on trochę motyw popularny we współczesnych filmach komediowych, w których umierający bogaty wujek nakłada na swych dziedziców jakiś absurdalnie brzmiący ciężar: np. „ożeń się w ciągu 6 miesięcy”, czy „masz spłodzić syna w ciągu 12 miesięcy”. Może to przejaw poczucia humoru Cestiusza? Może jego złośliwość względem spadkobierców, którym w rzeczywistości wcale nie zamierzał przekazać spadku? Może ich wszystkich nie znosił i pisząc testament, zaśmiewał się do rozpuku, gdy wyobrażał sobie, jak będą musieli dokonać rzeczy zdawałoby się niemożliwej w tak krótkim czasie? Jakkolwiek było, Marek Agryppa, Waleriusz Messala i brat zmarłego Cestiusza musieli mieć nietęgą minę, gdy odczytywano testament… . Budowa piramidy musiała być istnym wyścigiem z czasem, skoro sukces postanowiono uwiecznić na inskrypcji wyrytej na jej ścianie.

Miałem przyjemność wejść do piramidy w lutym tego roku. Czy wnętrze mnie powaliło na kolana? Pewnie nie. Znam inne grobowce starożytnego Rzymu, w których komory grobowe były znacznie ciekawej dekorowane i też zachowały się w dobrym stanie (niebawem pokażę zdjęcia z pewnych katakumb). Mimo wszystko piramida jest miejscem magicznym. Stojąc koło niej, łatwo sobie wyobrazić wracających do Rzymu Augusta, Agryppę, Klaudiusza czy Kaligulę, którzy musieli przechodzić tuż obok. Choć wszystko dokoła się zmieniło, piramida trwa niemal nietknięta dokładnie tak, jak wybudowano ją przeszło 2 tysiące lat temu.


21 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie