Szukaj
  • Michał Kubicz

Płonące góry Pliniusza

Bardzo lubię wracać do lektury „Historii Naturalnej” autorstwa Gajusza Pliniusza, niezwykłego Rzymianina o wszechstronnych zainteresowaniach i rozlicznych talentach, który żył pod panowaniem najbardziej znanych cesarzy: Tyberiusza, Kaliguli, Klaudiusza, Nerona, Wespazjana i Tytusa.

„Historia Naturalna” to fascynująca lektura, dająca nam wgląd w przekonania wykształconych ludzi czasów starożytnych na temat wszechświata i praw natury. Z dzisiejszej perspektywy wiele „teorii” Pliniusza budzi delikatny uśmiech niedowierzania na twarzy. Dlaczego mieszkańcy Etiopii przychodzą na świat z czarną skórą, pyta Pliniusz i od razu odpowiada, że to z powodu tego, że są „spaleni żarem pobliskiego Słońca”. Czym tłumaczy niewielkie różnice budowy anatomicznej ras północnych i południowych? Temperaturą i wilgocią! Według niego „U Etiopów upał ciągnie płyn w górne części ciała, a u ludów północy wilgoć ściąga go w dolne części ciała”. Pliniusz wyjaśnia, że według Babilończyków trzęsienia ziemi są powodowane ruchami trzech gwiazd, ale zastrzega, że tę teorię uznaje za błędną, bo sam nie ma wątpliwości, że ruchy ziemi wywołuje… wiatr! A wniosek swój wysnuwa z tego, że podczas trzęsień ziemi wiatr cichnie, a ptaki przestają latać.


Istotę wyładowań atmosferycznych „wyjaśnia” w ten sposób, że pioruny są ciskane na ziemię przez planety - przede wszystkim przez planetę Jowisz - podobnie jak płonąca szczapa rzuca dokoła siebie iskry.

Pliniusz potrafi w swych dziele opisywać zjawiska tak niezwykłe, że niekiedy granica między starożytną nauką a fantazją zdaje się nieco zacierać: np. o tym, jak dwie góry zderzyły się ze sobą z hukiem, a następnie wróciły na swoje miejsce. Albo jak pewnego dnia od jednej z gwiazd oderwała się iskra, która następnie zbliżała do Ziemi, tak że osiągnęła wielkość tarczy Księżyca, a potem powróciła na swoje miejsce. Nieoczekiwanie jednak niekiedy najbardziej nieprawdopodobna informacja zawarte w „Historii Naturalnej” okazuje się prawdziwa! Jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia podróżując po Turcji uświadomiłem sobie, że zjawisko opisywane przez Pliniusza, które wydawało mi się czystym wytworem fantazji starożytnego umysłu, potwierdziło się w całości. Otóż w księdze II znajduje się fragment opowiadający o wiecznie płonących górach, a w nim taki oto passus: „W pobliżu Faselis płomień wydobywający się z góry Chimery nie gaśnie ani w dzień, ani w nocy. Ktezjasz z Knidos twierdzi, że woda rozpala jej płomień, a gasi go tylko ziemia lub błoto”.

Faselis to starożytne miasto znajdujące się na południowym wybrzeżu tureckim, w krainie znanej dawniej jako Likia. Jak się okazuje, zbocze pobliskiej góry od czasów starożytnych stanowi miejsce naturalnego ujścia gazu ziemnego, który ulega samozapłonowi. Tym samym to, co w „Historii Naturalnej” na pierwszy rzut oka może się wydawać zwykłym bajaniem starszego pana, który spisał nawet najbardziej niewiarygodne opowiastki swoich czasów, w rzeczywistości ma naukowe potwierdzenie. Co ciekawe, z rzeczywistością zgadza się nie tylko sam fakt istnienia „płonącej góry”, ale także jej lokalizacja, a nawet dodatkowe „naukowe” wyjaśnienia podawane przez Pliniusza za Ktezjaszem z Knidos. Ilość gazu wydostającego się z ziemi jest częściowo uzależniona od ciśnienia powodowanego przez wody podziemne, a to zależy od opadów. Z kolei przysypanie ognia ziemią lub błotem powoduje chwilowy brak dostępu tlenu i ugaszenie płomienia.


Okolice tureckiego Faselis po raz pierwszy odwiedziłem w roku 2001, ostatni raz miałem okazję tam być w grudniu 2019 roku, tuż przed pandemią. Wtedy właśnie wykonałem zdjęcia tego niezwykłego zjawiska opisywanego przez Pliniusza.

Miejsce, gdzie znajdują się wychodnie płonącego gazu, położone w jest na terenie malowniczego parku. Zwiedzałem go tuż przed zmrokiem, by płomienie były już dobrze widoczne, ale także by uchwycić jeszcze szczegóły krajobrazu (w środku słonecznego dnia niestety niewiele widać).

Poza zboczem z płonącymi gazami na zdjęciach zobaczyć możecie ruiny antycznych budowli - jak widać z "Historii Naturalnej", to miejsce od tysiącleci budziło fascynację ludzi. Szczegółów historii sfotografowanych ruin niestety nie znam. Jeżeli ktoś ma na ich temat wiedzę, zapraszam do podzielenia się nią w komentarzach.

Na marginesie, góra Chimera ma też związek z mitycznym Bellerofontem, który właśnie tutaj miał zabić potwora Chimerę o głowie lwa, ciele kozy i ogonie węża.

0 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie